Kategoria Podróże

Jerozolima

Dużo ludzi i mało sacrum, jednak zaskoczyła na maksa

Izrael czyli państwo na Bliskim Wschodzie, w Azji Zachodniej, graniczące z Libanem , Jordanią, Egiptem i co najbardziej niepokoi – Syrią i Autonomią Palestyńską. Ten rejon zawsze wzbudzał niepokój u większości Polaków z powodu konfliktów zbrojnych m.in. arabska wiosna czy wojna w domowa w Syrii.  Wypowiedź prezydenta Trumpa w sprawie uznania Jerozolimy za stolicę tego państwa, która wywołała niepokoje społeczne sprawiły, że zaczęliśmy się niepokoić o nasz styczniowy wyjazd do tego odległego kraju. Jednak wizja którą mamy w głowie w porównaniu do rzeczywistości potrafi być zdumiewająco różna.  Przekonaliśmy się o tym podczas tej podróży wielokrotnie.

Przylecieliśmy na lotnisko w godzinach wieczornych. Rozmowa z panią ze straży granicznej była bardzo krótka. Zapytała nas jaki jest powód przyjazdu (wakacje) i gdzie będziemy przebywać (wycieczka objazdowa od Jerozolimy po pustynię Judzką). Następnie zgodnie z wyczytanymi wcześniej informacjami udaliśmy się w kierunku autobusu (numer 485) gdzie za 16 szekli (za osobę) kupiliśmy bilet do Jerozolimy. Podróż nie trwała długo , bo już po 30 minutach byliśmy na miejscu, jednakże nie udało nam się wysiąść na odpowiednim przystanku i trochę czasu zajęło nam przejście do Abraham Hostel ( KLIK ). Mała rada na przyszłość – warto mieć własne zdanie, ale instynkt stadny też jest dobry. W skrócie jak wszyscy wysiadają z busa to najprawdopodobniej jest to centrum :D. Jednak spacer nie był taki zły. Mimo wcześniejszych, czyli przedwyjazdowych obaw nie czuliśmy strachu mimo samotnej wędrówki nocą po mieście. Zobaczyliśmy, że dużo osób (w szczególności młodych) wybiera się do lokali by zasmakować piwa. Co tyczy się tego trunku to jeszcze wspomnę w późniejszym czasie ;) Trafiliśmy do Abraham Hostel dzięki wytycznym z GPS i Google Maps Offline, przygotowanej przed wyjazdem (całą mapę udostępnimy w poście dotyczącym Izraela). Znajduje się on blisko linii tramwajowej biegnącej do starej części Jerozolimy. W recepcji młoda dziewczyna mówiąca płynnie po angielsku szybko wydała nam klucze i mogliśmy się udać na zasłużony odpoczynek. Wybraliśmy pokój dwuosobowy by odetchnąć po podróży. Był to schludny pokój z prywatną łazienką, jednakże nie wielkim łóżkiem a zsuniętymi dwoma mniejszymi. Głównym minusem tego pokoju była panująca w nim temperatura.  Mimo włączenia ogrzewania, które znajdowało się nad drzwiami nie zdołaliśmy ogrzać pomieszczenia przed snem. Dźwięk który wydobywał się z urządzenia nie pozwolił mi na pozostawienie go włączonego na całą noc. Jest to jednak chyba częsty problem w Izraelu. Większość czasu jest tam tak ciepło, że nikt nie myśli o montowaniu ogrzewania z powodu tych paru chłodniejszych tygodni. Tak oto minęła końcówka środy w dniu naszego przylotu.

CZWARTEK

W czwartek rano obudziło nas słońce i w końcu poczuliśmy, że to nasz urlop. Niewątpliwie przyczyniła się do tego nasza późna pobudka (10:00!). Udaliśmy się na wspólne hotelowe śniadanie. Dopiero z czasem okazało się, że było to najlepsze śniadanie, spośród wszystkich hosteli w których spaliśmy. Jedliśmy jajka, sałaty, tosty, pomidory, dżem i krem orzechowy. Pomieszczenie pełniło funkcję kuchni (która była umiejscowiona na samym końcu), baru (otwieranego każdego wieczoru), jadalni i pokoju gościnno-rozrywkowego. Oprócz stolików, krzeseł, sofy i huśtawek (!) znajdował się też bilard. Wszędzie krążyli ludzie mówiących w we wszystkich językach. Wydaje mi się, że był to głównie angielski , ale wynikało to chyba z faktu że ludzie z różnych krajów chcieli się poznać i używali go do wspólnej komunikacji. Postanowiliśmy że spędzimy w tym hostelu jeszcze jedną noc. Nie miało sensu szukać czegoś nowego. Jednakże na recepcji dowiedzieliśmy się, że od czwartku obowiązują droższe ceny za pokój dwuosobowy. Stwierdziliśmy zatem, że aby trochę zaoszczędzić wybierzemy wspólny pokój 4 osobowy. Składał się on z 2 piętrowych łózek, a naszymi współlokatorami okazał się Węgier i Hongkończyk. Jednak dowiedzieliśmy się tego wszystkiego dopiero po powrocie ze spaceru, a bagaże zostawiliśmy w hostelowej bagażowni.

 

Z Abraham Hostel jest bardzo blisko do starej części miasta. Spacerowaliśmy ubrani w sweterki obserwując miasto. Słońce świeciło dodając nam energii i spowodowało, że okulary przeciwsłoneczne stały się niezbędne. Stare miasto zajmuje obszar niespełna 1 km^ jednak jest to obszar o kluczowym znaczeniu religijnym zarówno dla  chrześcijaństwa, judaizmu jak i islamu. Niewątpliwie z tego powodu toczyło się wiele wojen zarówno Krzyżowych w średniowieczu jak i bardziej nam współczesnych czasów. Jest to tak naprawdę małe miasto składające się z 4 dzielnic (chrześcjańska, muzułmańska, żydowska i ormiańska) połączonych wąskimi uliczkami z wszechobecnymi bazarami, zabytkami , budynkami sakralnymi oraz mieszkaniami.

Wszędzie było dużo ludzi mimo, że początek stycznia zdecydowanie nie jest środkiem sezonu. Nie wyobrażam sobie jak to musi wyglądać przy wyższych temperaturach i większej ilości ludzi. Zdjęliśmy swetry, ponieważ, mimo że ukryliśmy się przed słońcem w tych wąskich uliczkach, to jednak jego ciepło do nas dochodziło. Spacerowaliśmy kosztując świeżych truskawek i koktajli oglądając stoiska  z przyprawami , jarmułkami oraz milionami innych przedmiotów zarówno bardzo dobrze wykonanych jak i po prostu tandetnych. Kierowaliśmy się do słynnej Ściany Zachodniej, potocznie zwaną Ścianą Płaczu. Jest to jedyna pozostałość po Drugiej Świątyni Jerozolimskiej, dlatego jest to dla żydów miejsce niezwykle ważne. Czytałem, że  jest to  wręcz najświętsze miejsce judaizmu. By wejść na plac bezpośrednio przynależący do Muru Zachodniego musieliśmy przejść przez bramkę jaką zawsze widujemy na lotniskach oraz położyć plecak do prześwietlenia. Na szczęście przebiegło to bardzo sprawnie. Strażnicy wręcz nie wykazywali zbytniego zainteresowania swoją pracą. Sam kładziesz rzeczy, przechodzisz i odbierasz.

W końcu znaleźliśmy się na słynnym placu przed ścianą płaczu, która jest podzielona na część męską i żeńską. Większa część bo aż 48 metrów z około 60 metrowego muru była przeznaczona właśnie dla mężczyzn. Przed wejściem do niej musiałem ubrać kapi (papierowy odpowiednik jarmułki), która znajdowała się w wielkim koszu nieopodal muru. Usia obserwowała mnie jak i innych ludzi na placu robiąc zdjęcia. Mogłem przechadzać się między żydami i dostrzegłem, że mimo iż jest to wielkie miejsce kultu to jednak dla niektórych jest ono tylko na pokaz. Wspólne fotki przy ścianie płaczu trzymając modlitewnik? Jednakże dla niektórych muszę przyznać, że było to miejsce święte. Wypisując swoje modlitwy na kartce papieru umieszczają je pomiędzy szczelinami muru. Jest ich tak dużo, że raz na pół roku zostaje on oczyszczany, a kartki oficjalnie spalone przez wysokiej rangi rabina. Wokół było mnóstwo krzeseł i modlitewników. Żydzi śpiewali swoje pieśni religijne, modlili się i rozmawiali. Zdziwiło mnie gdy podczas takich śpiewów kobiety stojące za oddzielającym je płotem zaczęły ku obopólnej radości rzucać w nich cukierkami (dowiedzieliśmy się, że jest to obrzęd który towarzyszy przy bar-micwie, czyli w dniu w którym chłopiec skończy 13 lat i staje się mężczyzną. Podczas obrządku młodzieńcy wzywani są po raz pierwszy do odczytania fragmentu świętej księgi – Tory oraz wygłoszenia do niej komentarza. Chłopcu zakłada się tefilin – dwa czarne skórzane pudełeczka wykonane z jednego kawałka skóry koszernego zwierzęcia, w których znajdują się cztery ustępy Tory z Księgi Wyjścia oraz Księgi Powtórzonego Prawa, ręcznie przepisane w języku hebrajskim. Jedno z pudełeczek przymocowuje się rzemieniami na czole, a drugie na lewym ramieniu. Ten na ramieniu umieszczany jest w pobliżu serca, tefilin na głowie służy skierowaniu myśli na Torę. Kobiety mogą patrzeć na tę radosną uroczystość z oddalenia, a młodego mężczyznę obrzucają cukierkami, które mają symbolizować słodycz Tory). Z jednego krańca muru znajdowało się wejście do pomieszczeń pełnego ksiąg modlitewnych i modlących się ortodoksyjnych żydów w charakterystyczny dla nich sposób – bujali się do przodu i do tyłu. Następnie Usia udała się na część dla kobiet. Gdy zbliżyłem się do tej części już jedna z żydówek wyglądała jakby już chciała mnie pogonić. Jednak zachowałem odpowiednią bezpieczną odległość i do niczego nietaktownego nie doszło.

Chwilę spędziliśmy w tym wyjątkowym miejscu, lecz szczerze powiedziawszy ileż można obserwować tłum ludzi przed murem, szczególnie, że z każą chwilą przybywało turystów. Udaliśmy się w dalszy spacer po dzielnicy muzułmańskiej, aż doszliśmy do bramy damasceńskiej. Wychodząc z niej zobaczyliśmy budkę uzbrojonych izraelskich strażników , a w tle poza murami kolejne muzułmańskie dzielnice.  Jak tak przywołuje w pamięci cały Izrael to najwięcej żołnierzy i policjantów było właśnie w starej części Jerozolimy. Z ciekawości postanowiliśmy udać się w tamtą stronę.

 

Przeszliśmy ulicę i dotarliśmy do przystanku autobusowego, nie widzieliśmy zatem w tych rejonach nic interesującego. Pokazuje to jak bardzo zdziwiliśmy się następnego dnia, że byliśmy tak blisko drugiego Grobu Bożego. My tymczasem kupiliśmy naleśnika z nutellą od pobliskiego kramarza  i wróciliśmy za zabytkowe mury miasta. Będąc w tym ważnym dla chrześcijan miejscu chciałem przejść drogą którą około 2000 tys lat temu Jezus pokonał dla naszego zbawienia. Sądziłem, że i ja poczuję magię tego miejsca. Zamiast tego zobaczyliśmy, że jest to zwykła uliczka przy której są bazary, sklepy i mieszkania. Na ścianach są oznaczenia numery stacji drogi krzyżowej, ale tak naprawdę trzeba się namęczyć by wszystkie odnaleźć. Nawet mapka którą mieliśmy przy sobie nie gwarantowała tego (jakąś stację ominęliśmy). Kolejne smutne zaskoczenie. Jedynie miejsce w którym  Jezus został skazany było za ogrodzeniem i można tam  było w ciszy usiąść w małym chrześcjańskim kościółku. Via Dolorosa Kalwaria mieści się w dzielnicy muzułmańskiej, stąd tęż nie powinno nas dziwić te wszechobecne profanum.  W końcu dotarliśmy do bramy Lions Gate, za którą rozpościerał się widok na Górę Oliwną. Tak naprawdę jest to jedne z niewielu miejsc, które rzeczywiście odzwierciedla czasy historyczne. Chodzi mi o to że  archeolodzy zgodnie przyznają, że jest to miejsce z którego Jezus musiał przybyć pod mury Jerozolimy witany palmami. Była  piękna pogoda. Błękitne niebo, ciepło i przyjemnie. W końcu nie było tłumu ludzi i mogliśmy spokojnie iść w kierunku Góry Oliwnej, w której mieści się kościół Pater Noster oraz parę innych zabytków. Gdy spoglądaliśmy przed siebie w odległe widoki zostaliśmy celem dla pewnego taksówkarza. Zainteresował się, że kroczymy samotnie. Niby z poczucia troski zaczął nam opowiadać o historii, kierować i oczywiście zaproponował, że podwiezie nas swoim wozem. Droga daleka i straszna, nogi rozbolą mówił.  Chciał przeliczając na PLN „tylko” 40 zł za jego usługi . W deszczowy dzień gdyby była konieczność – może byśmy przemyśleli jego ofertę , jednak styczniowe słońce zdecydowanie bardziej skusiło nas wizją spaceru.

 

Powoli spacerowaliśmy ciesząc się pięknem okolicy. Mury starej Jerozolimy wyglądały od tej wschodniej  strony niezwykle pięknie. Wszechobecny kolor zieleni. Udaliśmy się pod górę i za sugestią Usi nie skręciliśmy w pierwszą uliczkę (i chwała za to!) a doszliśmy do schodów. Było ich chyba z milion (nieco przesadził) ale prowadziły na samą górę. Tak naprawdę polecam tę drogę, ponieważ uwierzcie lepiej wejść tam po ładnych schodach niż po bardzo nachylonej wąskiej drodze (równoległa uliczka). Na szczycie kościół Pater Noster od razu odnalazł się gdy skończyły się schody. Weszliśmy do środka mimo chwilowego zawahania czy chcemy płacić za bilet wstępu (staramy się na pierwszym miejscu zawsze zwiedzać darmowe miejsca). Muszę przyznać że warto było a po krótkiej rozmowie ze strażnikiem na tematy zupełnie nie związane z miejscem zaproponował nam bilety studenckie, weszliśmy. Była cisza i spokój. Oprócz nas na całym obszarze kościoła i ogrodu może z 6 ludzi. Kościół ten słynie z całej masy tablic z modlitwą Ojcze Nasz w różnych językach. W końcu poczułem namiastkę Sacrum. Wierzę, że Jezus mógł w jaskiniach umieszczonych pod tym miejscem pierwszy raz nauczyć swoich uczniów tej modlitwy. Polecamy serdecznie , ale tylko gdy nie będzie autokaru pełnego turystów. Schodziliśmy podczas zachodu słońca. Po drodze zraziliśmy się ceną kawy w małej budce gdzie mieścił się również punkt informacyjny. Zrobiliśmy sobie tylko zdjęcie samowyzwalaczem i ruszyliśmy w drogę powrotna do starego miasta. Tym razem wybraliśmy inną drogę by ujrzeć grobowce i przejść Bramą Gnojną z powrotem do miasta.

 

Był to jeden z najlepszych wyborów. Minęliśmy wielki namiot pełny poduszek i paru małych stoliczków. Wewnątrz siedział człowiek wyglądający jak Beduin, który jak się okazało, zaoferował nam darmową kawę i herbatę. Nie dawałem wiary w cokolwiek za darmo w tym mieście, aczkolwiek miejsce wyglądało fantastycznie i już parę chwil temu myśleliśmy o przystanku. zatem skusiliśmy się wizją „darmowych trunków,” nawet jeśli miało by się okazać, że musimy za nie zapłacić. Kawę nalał z wielkiego czajnika. Czarna, bez cukru, bez mleka. Herbata podana w podobny sposób. Co możemy powiedzieć? Jednogłośnie, że była to najlepsza kawa jaką piliśmy w życiu, herbata zresztą również należy niewątpliwie do czołówki. Wcześniej nie sądziłem, że kawa bez mleka lub cukru będzie mi smakować. Nasz beduin był bardzo miły, jednak bardzo słabo mówił po angielsku dlatego nie poznaliśmy jego historii, wiemy tylko, że jest tam niemal codziennie częstując naprawdę (!) darmową kawą i herbatą. Nie chciał przyjąć od nas pieniędzy mówiąc, że wszyscy jesteśmy tacy sami i równi. Myśleliśmy o nim całą późniejszą drogę do miasta, które było już na wyciągniecie ręki. Zachód słońca potrafi być cudowny i taki właśnie był tamtego dnia.

 

Zmierzchało gdy opuściliśmy stare miasto i wybierając drogę do wypożyczalni samochodów przez Teddy Park napotkaliśmy ortodoksyjnego żyda. Zaczepił nas gdy robiliśmy sobie zdjęcie. Spytał czy nie chcemy wspólnego zdjęcia i bardzo nalegał. Niecodzienne zachowanie ale daliśmy mu mój telefon (baliśmy się dać do rąk lepszą komórkę czy aparat). Sugerował żeby Usia ściągnęła kurtkę, potem zaczął zagadywać o sweter. Hola kolego, dosyć tego. Wydało się to wszystko o tyle niepokojące, że pożegnaliśmy gościa i poszliśmy w swoją stronę. Śmialiśmy się że jakiś erotoman który nie widział damskiego obojczyka. Docierając do głównej ulicy King David poznaliśmy ceny w wypożyczalniach i wybraliśmy Eldan, która najbardziej przekonała nas ceną ( o tym później ).

Powróciliśmy do hostelu, zameldowaliśmy się w 4 osobowym pokoju poznając Węgra, który wychodząc spod prysznica w samym ręczniku zdziwił się obecnością kobiety w pokoju i Hongkończyka, który zapisał się na poranną wycieczkę do Masady na wschód słońca i z tego powodu kładł się już spać. Oczywiście zostały nam już tylko miejsca na piętrze dwóch osobnych łózek. Wymieniliśmy tylko kilka uprzejmości i udaliśmy się na koncert gitarowy, który odbywał się w jadalni hostelu. Świetne w Abraham Hostel jest to, że codziennie organizują jakieś eventy. Poranna stołówka była zapełniona ludźmi. Część piła przy barze , niektórzy grali w bilard. Inni zaś odpoczywali po swoich przygodach żywo dyskutując. Znaleźliśmy sobie miejsce, zrobiliśmy po drinku z naszej pięknej polskiej wiśniówki i już po chwili słuchaliśmy gitarzysty, który grał znane i mniej znane utwory. Po koncercie zmęczeni i pełni wrażeń udaliśmy się do pokoju, by nabrać siły na kolejny dzień naszej podróży.

PIĄTEK

Szabat. Dzień bardzo ważny dla Żydów . Zwłaszcza w Izraelu widać wpływ tego cotygodniowego święta na życie. Pod względem turystycznym baliśmy się tego dnia. Od piątkowego do sobotniego zachodu słońca życie zamierało. Dlatego postanowiliśmy przeznaczyć ten dzień na opuszczenie Jerozolimy i udanie się w kierunku pustyni i słynnego krateru Mitzpe Ramon. Rano udaliśmy się odnaleźć w końcu miejsce Bazylikę Grobu Pańskiego. Nie było to całkiem łatwe wśród tych wszystkich uliczek. Spytaliśmy się o radę księdza którego spotkaliśmy a który okazał się być Polakiem. Krążyliśmy zaledwie 50 metrów od wąskiego przejścia, widzieliśmy szczyt kościoła lecz nie umieliśmy znaleźć wejścia. Przed wejściem stała grupka turystów z przewodnikiem. Postanowiliśmy skorzystać z okazji i posłuchać co nieco. Pierwsza Bazylika została zbudowana w IV wieku, jednak na przestrzeni setek lat była wielokrotnie burzona i przebudowywana. Sanktuarium powstało w miejscu, które było w czasach Jezusa poza murami miasta. Był to opuszczony kamieniołom na którym dokonywano egzekucji na skazańcach. Weszliśmy do środka i stanęliśmy w kolejce do małej kapliczki wewnątrz kościoła gdzie wąskie wejście prowadziło do miejsca gdzie spoczywało ciało Jezusa. Zasmucony byłem faktem, że nie czułem otaczającego sacrum. Była to bardziej atrakcja niż miejsce święte. W kolejce zobaczyłem jak pewna czarnoskóra pani pokazywała koleżance zdjęcia na telefonie. A  na tych zdjęciach widniało jak pozuje w przebraniu z krzyżem na plecach! Tak, takim drewnianym. To, że robiła sobie zdjęcie to jedno, ale że ktoś robi dla ludzi takie „atrakcje”, no niesamowite. Kasa… Choć moje zdziwienie było później tym większe jak w dalszej części Bazyliki widziałem tą samą panią, która się gorliwie modliła na boso przy ścianie. Nie poczułem niestety magii miejsca, o wiele bardziej religijne doświadczenie czułem w Pater Noster.

 

Po zakończonym pobycie w Bazylice udaliśmy się ponownie na ulicę King David, na której znajdowało się bardzo dużo wypożyczalni ale dzisiejszego dnia znaliśmy już wszystkie ceny i szczegóły. Skorzystaliśmy z firm Eldan. Jedynym naszym wyznacznikiem była cena. Bezpośrednie wypożyczenie ze strony Eldanu dałoby nam parę procent zniżki jednak nie umieliśmy tam dodać opcji pełnego ubezpieczenia. Było to dla nas bardzo ważne dlatego zdecydowaliśmy się na wypożyczenie bezpośrednio w biurze. Wypisanie dokumentów i odbiór auta przebiegł sprawnie. Zgodnie z wytycznymi udaliśmy z biura na parking po odbiór samochodu. Miejsce było bardzo blisko a mapka czytelna więc nie mieliśmy problemów. Nasz hundai i10 już na nas czekał, swoją drogą bardzo fajnie się nim jeździło. Pan z obsługi widząc, że mamy pełne ubezpieczenie powiedział, że nie musimy w protokole nic pisać. W innym wypadku przypuszczam,  że musielibyśmy opisać każdą rysę a dla własnego bezpieczeństwa zrobić również zdjęcia auta. Naszym zdaniem rozsądnie jest dopłacić i mieć wszystkie te problemy i zmartwienia z głowy. Przy wypożyczeniu auta blokują również pewną kwotę na karcie (karta kredytowa jest wymagana) w tym przypadku było to około 2500 zł . Od piątku godziny 13:00 do końca soboty parkingi są darmowe, więc przeczekaliśmy chwilę w aucie i potem gdy godzina wybiła pozostawiliśmy je na parkingu i udaliśmy się by jeszcze dokończyć zwiedzanie miasta.

 

Postanowiliśmy zobaczyć Drugi Grób Jezusa – Grobowiec Józefa z Arymateii. Okazało się, że poprzedniego dnia jedząc placki z nutellą poza murami miasta w dzielnicy muzułmańskiej byliśmy zaledwie 50 metrów od tego miejsca. Grobowiec jest uważany przez wielu za ogród i grobowiec Józefa z Arymatei, a zatem możliwe miejsce zmartwychwstania Jezusa. Ogród jest własnością i zarządzany przez The Garden Tomb (Jerusalem). Było to bardzo piękne miejsce. Jak sami piszą:  „ Grób w ogrodzie jest alternatywnym miejscem dla słynnego Grobu Świętego, abyś mógł rozważyć ukrzyżowanie i zmartwychwstanie Pana Jezusa Chrystusa. Ogród jest cudownym miejscem, w którym odkryjesz kilka rzeczy, które były tutaj w noc, w której Jezus umarł i które pasują do relacji z czterech ewangelii. Nigdy nie twierdzimy, że jesteśmy we właściwym miejscu, ponieważ nigdy tego nie udowodniliśmy, ale gdzie Jezus umarł ma niewielkie znaczenie w porównaniu z tym, dlaczego. Dlatego prosimy Cię, abyś otworzył Biblię i zobaczył, co mówi o tych żywotnych prawdach chrześcijańskich. Jeśli grobowiec ogrodowy nie jest właściwym miejscem, powinno być” Myślę, że to ostatnie zdanie jest niezwykle prawdziwe. Co prawda niedaleko snuje się widok na dworzec autobusowy niszcząc piękno miejsca, jednak widok modlących się i śpiewających  w tym miejscu ludzi był niesamowity. Polecamy zobaczyć.

 

Zbliżał się zachód słońca , postanowiliśmy więc zobaczyć jak wygląda Mur Zachodni podczas Szabatu. Gdy dotarliśmy na miejsce było już wielu ludzi. Mnóstwo ortodoksyjnych żydów wyróżniało się na tle pozostałych za sprawą wielkich kapeluszy. Przez chwile obserwowaliśmy jak modlą się i zbierają na placu. Później wróciliśmy do auta , gdzie tuż po zachodzie słońca opuszczaliśmy niemal opustoszałe ulice Jerozolimy by rozpocząć dalszą część zwiedzanie jakże zróżnicowanego kraju jakim jest Izrael.

Ostatnie wpisy