fbpx
 Kategoria Podróże

Maroko

Objazdówka po kraju kontastów

Samochodem po Maroko – plusy, minusy i kontrasty

 

Jedno oko na Maroko i… narazie tyle wystarczy.
Afrykańskie państwo z 34 mln mieszkańców  gdzie religią dominującą jest Islam.  Kraj kontrastów i dysonansu poznawczego. To była duża objazdówka dzięki ktrórej mogliśmy poznać wiele miejsc. Maroko w naszych liczbach:  2000 km autem, 60 km pieszo, 5 km na wiebłądzie. Czy bezpiecznie, ładnie i tanio? Spróbujemy to w skrócie opisać.

Pierwsze Kroki – wiza, samochód, pierwsze wrażenie

Ryanarem z Krakowa polecieliśmy prosto do Marakeszu.  Na lotnisku zaraz po wylądowaniu musimy uzupelnić wizę  (mała karteczka, na szczęście bezpłatna), gdzie umieszczamy nasze dane i proste informacje. Ważne jest tylko by napisać nazwę hotelu i adres. Uzupełnienie podobych druczków będziemy robić za każdym razem gdy będziemy zmieniać swoje miejsce noclegowe. Następnie przechodzimy  przez kontrolę paszportową. Niestety jest to możliwe tylko w języku francuskim (nie np angielskim, czy niemieckim)  lecz nie należy się obawiać. Po francusku potrafę mówić niczym Joey Tribbiani w Przyjaciołach, a mimo to przeszedłem bez żadnego stresu.

W terminalu po przylocie można otrzymać kartę do telefonu komórkowego, dopłacić za pakiet internetowy (50 zł za 10 GB) i śmiało korzystać na swoim telefonie. Panie na miejscu (specjalne dwa – widoczne stoiska) aktywują usługę na naszym telefonie i od razu możemy sprawdzić czy wszystko dziala. Polecamy zrobić to tam bo idzie to naprawdę sprawnie.

Skorzystalismy z rental cars wypożyczając z frimy Hertz auto w klasie economy, samochód mieliśmy zarezerwowany wyjątkowo z miesięcznym wyprzedzeniem.  Niestety ale właśnie ten etap był nerowowy – zapomniałem numeru pin do kartu kredytowej, przez co nie moglismy wypożyczyć auta. Na szczęście korzystając z internetu na starym smartfonie, do którego wrzuciliśmy chwilkę temu karte z internetem po masie prób i błędów udało się zresetować pin i podpisać niezbędne dokumenty. Wypożyczalnia zablokowała 6 tys zl na karcie, ponieważ nie miałem wykupionego u nich pełnego ubezpiecznia (tylko standardowe). Oczywiście nie chciałem w razie problemów z autem płacić tej kwoty dlatego pełne ubezpieczenie jest konieczne. Można to jednak zrobić w firmie zewnętrznej np.  TUTAJ. Dzięki czemu za kwotę 55 funtów jestem ubezpieczony na cały rok, a nie tylko jednorazowo (za taka samą kwote w rental cars). Polecamy zapoznać się z ofertą. Na szczęście oddaliśmy auto bez zarysowań, więc nie bylo problemu. Pieniądze wróciły na kartę po tygodniu. W Maroko jest obowiązkowe umycie auta przed oddaniem – można skorzystać z ręcznej myjni w Marakwszu na wylocie, my zrobiliśmy to dzień wcześniej i ponieważ w nocy dodatkowo padało po samochodzie nie było widać śladów zakurzenia, a o to naprawdę tam nie trudno.

Pierwszy nocleg zamówiliśmy za pomocą  Airbnb w Riadzie La Ferme Medina. Jest to tyowo Marokański dom z wewnętrzym placem/ogrodem. Jest ich w Maroko tysiące. Takie mieszkanie pozwala zachwycić się nową kultuą dzięki niespotykanej nigdzie indziej przestrzeni.  Nasz Riad znajdował się blisko Medyny (stara dzielnica arabskich miast gdzie mieszczą się bazary). Przejazd w ten słoneczny dzień  do pierwszego lokum nie był jednak najprzyjemniejszy. Trzeba się przyzwyczaić do nowego stylu jazdy – wymuszanie, pieszych na drodze, skuterów, motorów ect.  Ponadto kręte, wąskie uliczki, tłum ludzi i trudność w znalezieniu miejsca do parkowania. Bardzo często możecie się spotkać w tym kraju z pomocą mieszkańców, lecz należy uważać. Są dwie rodzaje pomocy – bezinteresowana oraz taka w której oczekują pieniędzy – należy mieć tego świadomość, bo tych drugich jest zdecydowana większość. Musimy zdawać sobie sprawę, że jesteśmy w innym kraju o innej kulturze i wtedy na pewno sobie wszędzie poradzimy.

Dwoje mężczyzn na skuterach widząc nas – turystów błąkających się po uliczkach, zagadali nas i wskazali parking. Kosztował on nas 20 zł za dobę, lecz to nie były jedyne koszty. Nasz nieznajomy oczekiwał od nas zapłaty za wskazanie miejsca, ponadto chciał nas zaprowadzić do Riadu. Wytumaczyliśmy, że nie mamy pieniędzy i nie chcemy przewodninka. Poszliśmy według GPS  i niełatwo było znaleść to miesce. Naprawdę google maps w obrębie medyny w jakimkolwiek mieście marokańskim jest tylko oreintacyjne.  Troszkę się zgubiliśmy co nie stanowiło problemu w ten słoneczny i ciepły dzień. Jednak okazało się, że nasz nieznajomy chodził za nami i widząc, że się gubimy zaproponował wskazanie drogi, mimo obaw Usi (trochę przerażające, że ktoś Cię obserwuje) skorzystaliśmy z jego pomocy i po parudziesięciu metrach byliśmy przed bramą naszego noclegu. Nasz nieznajomy kolejny raz domagał się pieinędzy. Zapłaciłem mu 20 zł  – trochę rzeczywiscie za jego pomoc a trochę z obawy… W końcu wie gdzie stoi nasze auto. Niestety ale wtedy nie miałem drobniejszych pieniędzy. Warto w tym kraju mieć drobne – pomagają w targowaniu się na bazarach (targownie jest konieczne i jest tam elementem kultury) oraz w przypadkach „przyjacielskich” nieznajomych. Takie sytuacje spotykają każdego. Można jednak dopatrzeć się w tych sytuacjach również plusów, mianowicie jeśli chcemy zapłacić to wiele osób jest nam w stanie pomóc i doprowadzić do wskazanego miejsca, pamiętajmy jednak czy opłacalny i konieczny jest koszt takiej usługi.

 

Podróż – czyli aklimatyzacja,  długa droga, wysokie góry i pustynia

Nasi gospodarze w  La Ferme poczęstowali nas herbatą i daktylami w ładnym ogrodzie, a następnie zaprosili do pokoju. Nareszcie odpoczęliśmy po porannych trudach. Jako że była dopiero godzina 14 wyruszyliśmy na miasto. Planowaliśmy więcej atrakcji np.  MUZEUM DAR SI SAID ( niestety bylo zamkięte – remont) oraz ogrody (brak siły) jednakże przeznaczyliśmy w końcu ten dzień na aklimatyzacje z kulturą poprzez piesze zwiedzanie medyny. Skosztowaliśmy ciekawej marokańskiej kuchni – zupy Harira oraz dań z  tadżinu (ciekawa arabskie gliniane naczynie). Potrawy te często nam towrzyszyły podczas calej wyprawy. Zupa to koszt od  10 MAD (okolo 4 zł) , drugie danie 20-50 MAD. Wszystko zależy od miejsca, w kótrym je jemy, ceny mogą przerazić jedynie w drogich Riadach czu hotelach.

Następnego dnia wyruszyliśmy wśród przepięknych gór Atlas do Warzatu , po drodze oglądając AJT BIN HADDU, czyli ufortyfikowaną osadę. Naprawdę rozpościera się z niej cudowny widok, w szczególności o zachodzie słońca. Można też nabyć ciekawe torebki , sukienki i inne przedmioty (oczywiście można to zrobić wszędzie na tagowiskach, jednak tutaj nie było tłumu ludzi). Kupiliśmy kaszmirową sukienkę oczywiście ostro negocjując cenę.  Na bazarze musimy targować sie i  oczekiwać 50 % wyjściowej ceny, bo są one zawsze zawyżone. Gdy sprzedawca się nie zgadza wtedy idziemy do kolejnego stoiska, a wnet kupiec stwierdzi, że może obniżyć cenę :) Spaliśmy w Warzazat w hotelu gdzie cena do jakości była naprawdę świetna. Można było w nim nawet kupić piwo! (9 zł – 0,33 ). Islam zabrania spożywania alkoholu, dlatego nie kupimy go w sklepie a jednynie w droższych (turystycznych) hotelach i restauraciach. Następnego dnia skorzystaliśmy z bankomatu, mając kartę Revolut nie obawiałem się spreadu w przeliczeniu waluty jednak prowizji za wypłatę. Na szczęscie niezależnie od kwoty była ona stała – 10 zł . Zatem wypłacając 1000 zł można sobie pozwolić na ten 1 %.

Ruszyliśmy poprzez góry w dalszą podróz na pustynie piaszczystą Irk asz-Szabbi. Przejazdy między naszymi celami  mimo, że trwały długo to pozwalały zachwycić się pięknem przyrody i olbrzymim krajobrazem. Większość km  jeździliśmy po górach Atlas, robiąc przystanki gdzie tylko chcieliśmy. Czasami wydawało mi się że jestem w USA i mijam kaniony w Kolorado. Mijaliśmy biedne gliniane osady lecz z talerzami satelitarnymi telewizji cyforwej (podobno tanio a jakaś rozrywka musi być). Często natrafialiśmy na zaśmiecone podwóka, czy okolice dróg. Myślę że świadomość zwykłych mieszkańców na temat ich własnego środowiska naturalnego jest bardzo mała.  Musieliśmy czasem pokonać rzekę która stworzona przez opady deszczu (sucha ziemia powoduje że woda nie wsiąka i spływa przez wiele kilometrów) obrała sobie kierunek przez jezdnie, a czasem uważać na napastujących nas sprzedawców kolorowych  kamieni – minerałów (potrafili wychodzić na środek jezdni).

Jeśli wyliczymay sobie czas z google maps to zawsze dołóżmy sobie z 20 % czasu. Częste kontrole policyjne przed wjazdem do miast, szczególnie przed zapadnięciem zmroku / nocą  patrząc na nas zawsze machali żeby się nie zatrzymywać, w skrócie turyści ich nie interesują – dlatego nie polecam zabierać miejscowych ludzi na stopa, bo moga być problemy. Ponadto remonty dróg (na tym górskim odcinku) oraz policjanci z radarami (ukryci lepiej niż w Polsce, czasami wręcz przebrani za palmy ) przyczyniają się do tego wydłuzonego czasu podróżu – naprawdę nie da się szybciej. Dostałem madnat jadąc płatną autostradą w drodze z Rabatu do Makareszu (6 dzień podrózy). Było to około 70 zł . Przekroczyłem prędkość o 10 km/h. A tego samego dnia przekroczyłem również na strefie zabudowanej o 20 km (150 zł mandatu), jednak policjant sie zlitował na wieść, że jestem pierwszy raz w Maroko (i próbowałem płacić kartą).

W pustyni skorzystaliśmy z usług Mohameda, czyli sympatycznego i pomocego  gościa, który na dodatek dobrze posługiwał się angielskim. Byliśmy z nim w stałym kontakcie na Messangerze w drodze do jego hotelu. Za cenę 40 euro po dotarciu na miejsce wyruszyliśmy o zachodzie słońca pustynią do imitacji wioski berberskiej ulokowanej wśród piasczystych wydm. Tam mogliśmy spróbować swoich sił na sanboardzie. Filmy na interenecie z popisami wyglądają naprawdę świetnie, niestety mokry piasek z powodu nocnych opadów skutecznie utrudniał mi jazdę. Następnie zjedliśmy sytą kolację i piliśmy herbatę przy śpiewach berberów wokół ogniska. Grali oni na bongosach, djembach i różnych przeszkadzajkach a następnie zachęcali nas do próbowannia swoich sił na tych instrumentach. Owinięci w koce leżeliśmy na piasku i odziwialiśmy nocne niebo rozgwiezdzone tysiącem gwiazd, na pustyni naprawdę wyglądaja cudownie. :)  Żadne miasto nie psuje swoim blaskiem tego widoku. Spalismy w  namiotach polowych na łóżkach z kocami, a toaleta miała porcelanowe muszle, elegancko. Mimo że jesteśmy na pustynii a tu  takie luksusy – a przecież po drodze bywały tylko dziury w ziemi. O poranku obejrzeliśmy wschód słońca, napiliśmy się gorącej herbaty i na wielbłądach ruszyliśmy w podróż powrotną. Tam w hostelu zjedliśmy pyszne śniadanie, wzięliśmy prysznic i ruszyliśmy w dalszą drogę.

Dalej podróżowaliśmy oglądając górskie krajobrazy. Zaliczyliśmy dość nieforutunny nocleg po drodze. Po godzinie 21 brakło w nim prądu, przez co było nam w nocy bardzo zimno. O poranku, przy śniadaniu wystąpiliśmy o zwrot części zapłaty za nocleg. Nie za takie warunki płaciliśmy. Niechętnie ale przyznał nam rację i zwrócił 50 % kwoty. Zdziwil nas fakt, że miał aż tak wysokie noty na bookingu (9.0) bo już po wejściu na wyglądał zachwycająco, ale stwierdziliśmy, że skoro się zaraz nagrzeje (a byliśmy już bardzo zmęczeni) to zostajemy. Myślę, że z jakiegoś powodu oceny są w Maorko mocno zawyżone…

Kolejny dzień prawie w całości spędziliśmu w Fezie , czyli  w mieście uznanym za jedną  z największych  turystyczych atrakcji Maroka. Zarówno klaustrofobiczne jak i niewiele większe uliczki tworzą w Medynie wielkie targowisko. Czasami natknęliśmy się na przepiękne Riady z 5 gwiazdowmi restauracjami. Mimo to niestety ale nie zauroczyło nas to miasto. Nie oferowało nam nic więcej niż Marakesz, a ponadto doszło do przykrej sytuacji. Zagubieni w wąskich uliczkach zostaliśmy punktem zainteresowania „życzyliwego” miejscowego, jak to często bywa, który chciał nam wskazać kierunek. Był trochę zbyt nachalny niż zazwyczaj, zbliżał się wieczór co tylko sprawił, że poczuliśmy zagrożenie. Tym bardziej jak na otrzymane pare dirhamów, spojrzał na nie i rzucił je w naszym kierunku mówiąc, że to dla niego za mało. W końcu postanowiliśmy, że idziemy w kierunku ulicy z ruchem samochodowym i tak dojdziemy do parkngu. Podczas tej drogi zobaczyliśmy drugi straszny widok, przez który mamy bardzo mieszane uczucia o tym miejscu. Pewien mężczyzna trzymając psa (wielkości owczarka niemieckieg) za nogę bił nim o płytę chodnikową, a miejscowi ludzie byli wobec tego obojętni. Para nastolatków się śmiała, pewna pani miała zgorszony wyraz twarzy, ale nic nie zmianiało faktu, że mimo okropnym skomleniom psa nikt nie reagował. W tym dniu pomyśleliśmy, że zdecydwoanie nie chcemy zwiedzać takiego świata. Liczyliśmy, że cudowne opinie o Niebieskim Mieście okażą sie prawdziwe…

Całe szczęście opinie o cudownym mieście były zgodne z prawdą. Nocleg ze śniadaniem kosztował zaledwie 250 MAD (100 zł), a było ciepło i przytulnie. Co prawda nie w ściślym centrum, ale samochodem zaledwie pare minut. Szafszawan rzeczywście jest błekitny. Taki kolor jest niemal na każdej ścianie posród krętych straganowych uliczek. Nie czuejsz się tu zagubiony ani też zbytnio nękany przez okolicznych sklepikarzy. Wydaje się jakby czyściej niż w innych miastach, w tym dniu słońce świeciło radośnie, sprawiając że korzystalismy ze smaku  świeżych soków z granatów i pomarańczy bardzo często. Wróciła nasza radość z wakacji. Szkoda jednak że to miasto jest tak daleko od tanich lotniczych połączeń z Polski, choć stosunkowo blisko do Hiszpani.

Niestety ale Rabat, czyli stolice Maroko musieliśmy ominąć ze względów czasowych. Dlatego ostatni dzień upłynął między innymi  na zwiedznaiu meczetu w Casablance. Meczet Hasana II jest trzecim pod względem wielkości meczetem na świecie (ustępuje meczetowi w Mekce) – w głównej sali modlitewnej może zmieścić się 25 tysięcy muzułmanów, a na jego rozległym dziedzińcu dalsze 80 tysięcy. Jeden z niewielu meczetów do którego może wejść niewierny, choć oczywiście za opłatą. Oczywiście plac i architektura zewnętrza jest dostępna za darmo, Łukasz postanowił, że jest to must have i zwiedził jego wnetrze – wygląda naprawdę zachwycająco!

Wróciliśmy do Marakeszu i tam wspólnie ze znajomymi, którzy również w tym czasie zwiedzali Maroko, udaliśmy się poza miasto na którką sesję fotograficzną wśród pustynnych krajobrazów. Dzięki ich pomocy łatwo znaleźliśmy miejsce do parkowania oraz nocleg w Riadzie nieopodal. Wspólnie wybraliśmy się na zwiedzanie bazarów na zakup paru pamiątek oraz na kolację. Po kolacji udaiśmy się na … drugą kolację, aby skosztować wieczornych przysmaków na placu Dżemma el Fna. Tak natrętnych naganiaczy jeszcze nie widziałem, ale rzeczywiście wybór potraw niesamowity. Uliczne jedzenie potrafi być naprawdę dobre, a wędrówka większą grupką,  sprawia że jest weselej i bezpieczniej (polecamy stanowisko 31).

Koniec urlopu i krótkiego wypadu nastąpił szybko.  Z jednej strony chcieliśmy zostać trochę dłużej… a  z drugiej  cieszyliśmy się,  ponieważ Maroko nas trochę zmęczyło, czasami wręcz irytowało.  Potrzebowaliśmy paru tygodni, aby na spokojnie napisać o wrażeniach z podróży. Myślimy, że Maroko jest ciekawym miejscem do zwiedzenia, aczkolwiek naprawdę znamy ciekawsze miejsca… Chyba warto obrać ten kraj, aby zobaczyć państwo gdzie religią dominującą jest Islam, a ponadto jest to najłatwiej dostępny kraj Afrykański, jeśli planujemy podróż na własną rękę. Jest bezpiecznie, ale nie proponujemy po zachodzie słońca udawać się w nieznane dzielnice bo prawda jest taka, że niebezpiecznie możemy się poczuć także w Polsce.

 

Ostatnie wpisy
Paryz co zwiedzicnurkowanie Eilat