fbpx
 Kategoria Blog

Anna i Dominik

plener ślubny

Plener ślubny w Kolorowych Jeziorkach

 

Wiecie, co jest najgorsze w pracy fotografa? Być fotografem koleżanki po fachu, która z zawodu jest grafikiem i kocha robić zdjęcia! Z drugiej strony – to też niesamowite wyróżnienie, gdy ktoś, kto się trochę zna na tym co robisz docenia Ciebie.

Tak też się stało podczas sesji dla Ani i Dominika. Dwoje pozytywnie zakręconych ludzi plus równie zwariowana ja! To mógłby być przepis na katastrofę, ale z tego połączenia wyszedł nam fantastyczny plener ślubny!  Podczas ślubu i wesela każde pytanie Ani o pokazanie jej efektów mojej pracy było dla mnie ogromnym stresem, ale kiedy widziałam uśmiech na jej twarzy wiedziałam, że Młodzi są zadowoleni. Podczas pleneru ślubnego, już z mniejszym moim stresem, mogliśmy całkowicie być sobą. Nie obyło się bez zdziwień, a tematem który rozwalał naszą sesję na łopatki (ze śmiechu i zdziwienia) były najdziwniejsze rzeczy, które ludzie zamawiali w restauracjach McDonalds! I nie, nie były to wieści z Internetu – to informacje z pierwszej ręki prosto od Dominika, kierownika jednej z restauracji ;)

Początkowo plener miał odbyć się w górach, a dokładniej w Tatrach, ale pogoda niemal jak w kalejdoskopie co chwilę się zmieniała. Nie ma jednak sytuacji bez wyjścia – zawsze możemy pojechać w przeciwnym kierunku! Tak też zrobiliśmy, a na sesję pojechaliśmy w kierunku Kolorowych Jeziorek! I choć są niesamowicie oblegane o tej porze roku, udało nam się zrealizować niezapomnianą i intymną sesję zdjęciową. Piękna, malownicza przestrzeń nieopodal Wałbrzycha okazała się dla nas magicznym miejscem. Tuż po wschodzie słońca jeziorka mieniły się tysiącami barw. Dlaczego wschód słońca? Wspólnie z Młodymi doszliśmy do wniosku, że jeśli wesele kończy się o 22, to nic nie stoi na przeszkodzie aby na plener ślubny oddalony od nas o niemal 300 km wyjechać już o 3 nad ranem! Był to strzał w 10 – pustki (no dobrze, niemal pustki ☺) sprawiły, że mieliśmy mnóstwo przestrzeni na zdjęcia bez nieproszonych gości. Wyjątek stanowiło dwóch morsujących Panów (ba, nawet są na jednym ze zdjęć!) oraz Pani na porannym spacerze, która okazała się być naszym bohaterem.  (Podczas sesji nieźle cierpiałam z powodów bólu brzucha – okazało się, że lekami przeciwbólowymi uratowała mnie właśnie ta Pani – a jeśli jakimś cudem to przeczyta – OGROMNIE DZIĘKUJĘ!).

Zupełne pustki pozwoliły nam na zrobienie połowy sesji, zanim światło zdążyło wyłonić się zza drzew. Gdy tylko jednak słońce wyszło, promienie rozświetliły nie tylko okolicę ale i sprawiły, że zapomniałam o dolegliwościach i cała sesja mogła przebiegać już bezstresowo. Jeśli zamierzacie wykonywać sesję w tym miejscu – zapraszam do kontaktu – chociaż może tym razem pojedźmy tam na zachód słońca? Będzie równie pięknie, obiecuję. Plenery ślubne to jedne z moich ulubionych sesji, a patrzenie na Waszą miłość o każdej porze dnia to dla mnie ogromna przyjemność.

Ostatnie wpisy
sesja ciążowa śląsk