fbpx
 Kategoria Podróże

Pustynia Negew

Jeśli uwielbiacie naturę to to miejsce oczaruje Was niesamowicie!

Naszym następnym etapem podróży była pustynia Negew oraz  krater Ramon. Niestety w pobliżu krateru  nie było żadnego wolnego noclegu. Jeśli wybieracie się w te okolice i chcecie mieć interesujące i cenowo przystępne noclegi to musicie zarezerwować z dużym wyprzedzeniem. Specyfika naszej przygody po Izraelu była taka, że tylko pierwszy nocleg który był w Jerozolimie mieliśmy z góry zaplanowany. Każdy następny szukaliśmy na bieżąco. Przynosi to minusy (znalezienie noclegu), ale daje nam dowolność w wyborze kierunku  i  poczucie namiastki wolności. Natomiast fakt posiadania auta zapewnia nam poczucie bezpieczeństwa. W ostateczności przecież możemy w nim spać ;) Każdy „obieżyświat” ma na to własny przepis. To wszystko przyczyniło się do tego że poznaliśmy pewną ciekawą Izraelską rodzinę w  w mieście Beer Szewa, czyli w połowie drogi do krateru. Jak wspominaliśmy wyjechaliśmy z Jerozolimy o zachodzie słońca , zatem na miejscu byliśmy już po zapadnięciu zmroku. Trafiliśmy na właściwą ulicę bez trudu, jednak problemy zaczęły się później… Nie widzieliśmy numeracji na domach , więc nie wiedzieliśmy jak trafić do właściwego lokum. Obcy kraj, brak internetu a tym samym brak  namiarów na Adama – czyli gospodarza z  Airbnb. Postanowiliśmy zakłócić spokój pierwszego domu na ulicy, ponieważ według wytycznych z aplikacji powinniśmy trafić do domu nr 1 i udać się wzdłuż płotu prosto do drzwi. Generalnie opis był bardzo dobry ale nie bardzo nam pasował… Zadzwoniliśmy na dzwonek i piękną angielszczyzną powiedzieliśmy „Hello , are You Adam from Airbnb ?”. Niestety odpowiedź była już tylko w całkowicie niezrozumiałym języku hebrajsku. Zatem przeprosiliśmy i już wiedzieliśmy, że to nie ten dom. Sami bez planu nocą w jakimś Izraelskim mieście…. czy to się nazywa ta swoboda podróży :D ?

Na szczęście mimo zmroku nie było zbyt późno i spotkaliśmy na drodze pewnego mężczyznę z matką, który potrafił mówić po angielsku. Zatem wytłumaczyliśmy nasz problem i chciałem pokazać mu opis z aplikacji, aby dokładniej wyjaśnić mu szczegóły lokalizacji. Lecz przecież był szabat i niestety nie mógł spojrzeć na ekran telefonu… no ładnie. Po chwili wyszedł mieszkaniec domu któremu wcześniej zakłóciliśmy spokój i rozmawialiśmy tak wspólnie . My po angielsku do mężczyzny z matką, a on do o mieszkańca ulicy po hebrajsku! Pomogli nam i udało się dostać do właściwego domu. Podziękowaliśmy, za tą bezinteresowną troskę i przyszliśmy do domu Adama gdzie poznaliśmy inne podejście do religi mieszkańców tego państwa. Mianowicie mieliśmy osobno wybudowany budynek z własną łazienką, lodówką,a  nawet telewizorem. Obok tego małego domku mieścił się taras naszych gospodarzy czyli rodziny z 4 letnim dzieckiem,  która tego wieczoru siedziała sobie paląc ziółko (dziecko oczywiście nie :P). Skorzystaliśmy z zaproszenia i po wypakowaniu bagażów  usiedliśmy  wspólnie z nimi częstując ich naszą polską wiśniówką. Adam przyjechał ponad 10 lat wcześniej ze Stanów, stąd jego bardzo liberalne podejście do religi. Jak widzimy nie każdy żyd jest ortodoksyjny.
Z samego rana (sobota) pożegnaliśmy się i udaliśmy się na zwiedzanie krateru. Szabat, sklepy zamknięte… zatem gdzie zrobić zakupy ? Oczywiście w rosyjskim supermarkecie. Dostrzegliśmy go z głównej drogi. Zdziwiły nas samochody i ludzie na parkingu zatem postanowiliśmy sprawdzić i był to strzał w dziesiątkę. Kupiliśmy nie tylko jedzonko na najbliższe godziny, ale również różne przyprawy w bardzo (w porównaniu do Jerozolimskiego bazaru) rozsądnych cenach. Po drodze do Mitzpe Ramon widzieliśmy jak bardzo zmieniał się krajobraz. Pejzaż był przepiękny. Widzieliśmy również tzw kibuce. Jak rzecze wikipedia ” spółdzielcze gospodarstwo rolne w Izraelu, w którym ziemia i środki produkcji są własnością wspólną. Ideowym podłożem powstawania kibucu jest połączenie syjonizmu z socjalizmem
Naprawdę wiele takich miejsc można spotkać w całym Izraelu. Ludzie mieszkają w takich ośrodkach dobrowolnie. Podjechaliśmy do jednego z nich skąd zabraliśmy dość ciekawe zdjęcia. Gdy dojechaliśmy do celu podróży postanowiliśmy (co prawda wyszło to trochę niechcący), że główną atrakcje – czyli krater zostawimy na koniec. Najpierw pojechaliśmy na obserwatorium (które okazało się zamknięte), potem do farmy Alpak. Muszę przyznać że dość śmieszne i pocieszne są to zwierzęta. Za każdym razem gdy na nie patrzyłem widziałem słynną odpowiedź pani z Familidy – „Lama”. ;) Taka parafraza.
W końcu przyszedł czas na Krater. Dojechaliśmy do jego krawędzi i nie wierzyliśmy własnym oczom. Jest  naprawdę olbrzymi. Niewiarygodne, że powstał on w wyniku erozji ziemi a nie uderzeniem jakiejś asteroidy. Ma on około 500 metrów głębokości, 40 km długości i 9 km szerokości. Tak naprawdę już w drodze do obserwatorium widzieliśmy niesamowite widoki własnie krateru – nie będąc tego nawet świadom. Wjechaliśmy do niego i podążaliśmy drogą numer 40 podziwiając widoki pustynnego krajobrazu. Zatrzymaliśmy się w paru miejscach i urządziliśmy sobie spacer czując namiastkę krajobrazu księżycowego. Jechaliśmy dalej przez pustynię Negew i zobaczyliśmy znak, że Eljat już blisko – zaledwie 150 km, jednak stwierdziliśmy, że zostawimy sobie ten południowy region Izraela na kolejną podróż.
Po zwiedzaniu pustyni udaliśmy się z powrotem do Mitzpe Ramon gdzie w restauracji z widokiem na krater skosztowaliśmy humusu i kawy. Następnie ostatni raz wybraliśmy się na spacer , by o zachodzi słońca podziwiać piękno natury. Spotkaliśmy grupę z Hong Kongu którzy poprosili nas o zdjęcie oraz… zrobili sobie z nami zdjęcie. Porozmawialiśmy, wymieniliśmy się mailem i dzięki temu można powiedzieć, że mamy znajomych z odległej Azji. Po wspólnej pogawędce udaliśmy się do auta by przejechać do miasta Arad. Ponad 100 km drogi, ale za to jest to dogodne miasto wypadowe nad Morze Martwe. Udaliśmy się na nocleg do Dead Sea Adventure Hostel (koniecznie tam pojeździcie!) . Przyjazny hostelik w którym poznaliśmy przesympatyczną Karolinę, która dała nam dużo wskazówek dotyczących Izraela (pozdrawiamy!). Przekonywała nas, że warto wstać następnego dnia z samego rana, aby udać się na wschód Słońca do Masady, czyli bardzo starej twierdzy ze swoją krwawą historią. Kładąc się spać postanowiliśmy zatem, że spróbujemy wstać. Ale czy nam się to uda :) ?

 

Ponad połowa zdjęć wykonana jest telefonem, kolorystyka może odbiegać trochę od faktycznej ale widoki niezastąpione!

Ostatnie wpisy