sesja poślubna w górach na Skrzycznym

Sesja poślubna w górach | Agnieszka & Radek

Sesja poślubna w górach często kojarzona jest przede wszystkim z Tatrami. Sama mam przed oczami mam sesje na Kasprowym Wierchu, widok na Tatry, no może jakieś Karkonosze. Ale żeby na sesję poślubną w górach wybrać Skrzyczne?  Przeglądając internet w poszukiwaniu inspiracji nie mogłam nic znaleźć. Agnieszka i Radek zdecydowanie stwierdzili, że właśnie sesja na Skrzycznem im się marzy, bo wyjazd w Tatry zająłby nam za dużo czasu. Oczywiście wiem, że Skrzyczne może oczarować. Wraz z Łukaszem (moim mężem) wielokrotnie byłam na szczycie m.in. przy okazji zdobywania Korony Gór Polski, a w tym roku byliśmy tam już trzy razy!

Mimo początkowej porannej niepewności co do warunków pogodowych na sesje poślubną w górach oraz prognoz pojechaliśmy tam nieco wcześniej, bo już o 14 byliśmy na miejscu. Agnieszka była pewna, że pogoda dopisze (mówiła, że ma dobre przeczucia) i miała całkowitą rację. Mieliśmy się spotkać w Szczyrku pod kolejką, ale nie spodziewaliśmy się każdy wybierze inną kolejkę. Aga i Radek czekali przy wyciągu na Małe Skrzyczne, a ja wraz z Łukaszem, który w tym dniu fotografował ze mną, przy kolejce na Skrzyczne. Okazało się, że kurs kolejki jest co 30 minut więc było mało czasu aby się załapać.  Na szczęście szybki telefon załatwił sprawę i nawet zdążyliśmy na 2 minuty przed wyjazdem kolejki. 

Radek pojawił się w zielonym garniturze, a Agnieszka w sukni od projektantki Patrycji Szlazko oraz…glanach! Połączenie sprawdzało się świetnie, kocham niekonwencjonalne połączenia a przede wszystkim kiedy moje pary są po prostu sobą na sesji! Wskoczyliśmy na kolejkę, rozmawialiśmy i okazało się, że od razu złapaliśmy wspólny język. Agnieszkę znałam co prawda jeszcze z czasów kiedy służyłam w ZHP. Później też mieliśmy okazję się widywać na studiach w Gliwicach, no ale było to już lata temu. Poza tym nie znałam Radka. Okazało się, że we czwórkę mamy mnóstwo wspólnych tematów do rozmów, bo wszyscy kochamy góry i mamy podobne poczucie humoru!

OF TOP: Na szczycie zorientowałam się, że zgubiłam dekielek od obiektywu… szkoda, ale show must go on. Miałam tyle pomysłów i energii, że muszę Wam się przyznać, że nie zrobiło to na mnie żadnego wrażenia. Jednak z perspektywy czasu wiem, że muszę kupić nowy.

Oddaliliśmy się od szczytu wypatrując jakiegoś bardziej kameralnego miejsca i tam łapaliśmy pierwsze kadry. Słońce dawało czadu więc okulary przeciwsłoneczne były niezbędne. Później po prostu dalej cieszyliśmy się otoczeniem i spacerując w stronę Małego Skrzycznego kontynuowaliśmy naszą sesję poślubną w górach. Swobodnie i bez pośpiechu, z żartami na ustach i kolejnymi krokami w nogach sesja przebiegała nam bardzo przyjemnie a pogoda dopisywała.

Sesja poślubna w górach o zachodzie słońca?

Mieliśmy w planie wrócić na zachód słońca ponownie na Skrzyczne, lecz widzieliśmy, że raczej nici z pięknego zachodzącego słońca. Właśnie to było clue całego tego pleneru – genialne! Zobaczyliśmy jak szybko nadciągają chmury i jak pięknie otulają scenerię dookoła Nas. Łukasz został (puszczony) z torbami, a ja z Radkiem i Agnieszką pobiegliśmy kawałek dalej by złapać tę absolutnie niesamowitą chwilę. Często czytam na forach, że fotografowie koczują przez tydzień w górach by ujrzeć takie warunki, a my PYK – jeden plener i warunki w górach idealne!

Krzyknęłam do Radka “przerzuć Agnieszkę przez bark” i nie musiałam długo czekać. Szybkie ujęcia w samą porę. Może jeszcze trochę mrocznego klimatu w lesie, zasugerował mi Radek i był to świetny pomysł. Sesja sprawiała mi wiele radości, tym bardziej, że wszyscy bawiliśmy się fantastycznie.

Nabraliśmy wspólnie takiej swobody, że Aga i Radek zaczęli sami wychodzić z inicjatywą nowych miejsc oraz gestów, o których zawsze marzyli. Zdjęcie z tatuażem, diabelskie rogi z dłoni, szalone miny, oczywiście że jestem na tak!!! Zdjęcia to przecież pamiątka na całe życie, więc zawsze jestem mega otwarta na Wasze pomysły na sesji. Niestety, ale ta sielanka fotograficzna nie mogła trwać wiecznie, ponieważ robiło się coraz ciemniej a my musieliśmy schodzić z góry o własnych siłach. Wiedzieliśmy wszyscy od samego początku co nas czeka.  Wyciąg krzesełkowy nie jest tak długo czynny więc  buty trekkingowe, termosy oraz latarki towarzyszyły nam przez cały czas (po tej wyprawie postanowiliśmy kupić nowe latarki bo wstyd był przy latarce Agnieszki odpalać swoją).

Usiedliśmy przy chatce, aby się przebrać i oczywiście dołożyliśmy parę nowych kadrów. Suknia została spakowana, buty przebrane więc można było ruszać. Teraz czekał nas powrót po ostrym zboczu i znalezienie szlaku, co początkowo w tej gęstej mgle okazało się nie takie łatwe. Schodziliśmy i buzie nam się nie zamykały. Tyle wspólnych tematów, szok. Mogliśmy oglądać podczas drogi salamandrę plamistą, pięknego żuka (a może chrząszcza…). Nie obyło się jednak bez małego upadku. Gruchnęłam na tyłek, ale na szczęście nic poważnego się nie stało. Pożegnaliśmy się i udaliśmy się do samochodów, gdzie w końcu można było odłożyć plecaki i założyć adidaski.

Sesja poślubna w górach bardzo nam się podobała. Czasami właśnie wymagana jest krótka wędrówka, ale właśnie dzięki temu często tworzą się ciekawe przygody i piękne, naturalne gesty. Chociaż może następnym razem uda nam się przybyć jeszcze wcześniej i na spokojnie pojechać koleją również na dół, a może wybierzemy się tam na wschód słońca. 😉 

sesja poślubna w górach na Skrzycznym

2 komentarze

Leave a Reply